Warning: Parameter 1 to wp_default_styles() expected to be a reference, value given in /home/esyska/public_html/wp-includes/plugin.php on line 571

Warning: Parameter 1 to wp_default_scripts() expected to be a reference, value given in /home/esyska/public_html/wp-includes/plugin.php on line 571

Follow me

menu
Warning: Illegal string offset 'output_key' in /home/esyska/public_html/wp-includes/nav-menu.php on line 604

Warning: Illegal string offset 'output_key' in /home/esyska/public_html/wp-includes/nav-menu.php on line 604

Warning: Illegal string offset 'output_key' in /home/esyska/public_html/wp-includes/nav-menu.php on line 604
Michał Walczak i jego teatralne wizje
Marzec 28, 2018|TEATR

Michał Walczak i jego teatralne wizje

W teatrze zawsze mamy widownię, która jest bardzo otwarta i świadoma tego po co przychodzi na nasze spektakle. Zaryzykowaliśmy z telewizją bo chcieliśmy trafić do widza masowego, przypadkowego i doświadczyliśmy tego, jak łatwo utracić kontrolę nad przekazem, zgubić kontakt z odbiorcą w medium, które lubi szybki komercyjny przekaz i wygładzony język. Tak o swoim debiucie na szklanym ekranie opowiada Michał Walczak – jeden z najzdolniejszych dramatopisarzy młodego pokolenia.

Co Pana uwiera we współczesnej Polsce?

Narastające problemy w komunikacji, życie w osobnych bańkach informacyjnych, plemienne napięcia, które osłabiają ciekawość i otwartość na świat. Wyobrażenia o tym, kim chcemy być rozjeżdżają się z tym, kim jesteśmy naprawdę, zwłaszcza gdy mówimy o historii i patriotyzmie. Coraz trudniej się zdystansować i odetchnąć od politycznych manipulacji, zwłaszcza gdy się prowadzi trupę teatralną taką jak „Pożar w burdelu”.

To znaczy?

W lutym pracowaliśmy równolegle nad dwoma projektami: musicalem spirytystycznym „Duchy” i telewizyjnym show „Fabryka Patriotów”. „Duchy” miały być odskokiem od doraźności w demony międzywojnia, a „Fabryka Patriotów” tworzona dla TVN – zanurzeniem w doraźność, w której władza buduje machiny narracyjne, by modelować przeszłość, teraźniejszość i przyszłość Polaków. Po emisji w TVN oberwaliśmy za słabą realizację telewizyjną, która faktycznie była przygotowania w pośpiechu i za obrażanie polskości, której dzielnie bronią hejterzy w sieci. Niesamowite, jak obniżyła się tolerancja na humor, a rozrosła tyrania powagi i urojonego, wyidealizowanego obrazu Polski. Tym bardziej żałuję, że nie udało się „Fabryki patriotów” przygotować bardziej profesjonalnie i precyzyjniej – na pewno do „Fabryki” wrócimy i rozwiniemy tę ideę. Z drugiej strony „Pożar w burdelu” powstał by odsłaniać kulisy rzeczywistości i obnażać dwulicowość natury ludzkiej w Polsce, która co chwilę śni sen o potędze, spalając się w wysiłku dorównania do nieosiągalnego, idealnego wizerunku. W tym sensie „Fabryka Patriotów” i „Duchy” mówią o tym samym – demony nacjonalizmu nienawidzą śmiechu.

ilustr. Joanna Suwart-Olszewska

ilustr. Joanna Suwart-Olszewska

 „Pożar w burdelu” powstał  z miłości do Polski czy w trosce o Polskę?

„Pożar w burdelu” powstał nie tyle z miłości do Ojczyzny co z potrzeby poszukiwania przestrzeni wolności i ludzi, którzy nie boją się wolności szukać – często kosztem świętego spokoju. Naszą przygodę zaczęliśmy od Warszawy, ale stopniowo otwieraliśmy się na całą Polskę. Działaliśmy lokalnie ale przez sytuację polityczną na świecie i w Polsce nasze przedstawienia stały się bardziej uniwersalne, polityczne i dosadne, odzwierciedlając utratę bezpieczeństwa i niemożliwość schowania się w mikrokosmosie miasta czy dzielnicy. Jeśli odpuścimy ciekawość światem i zaangażowanie, ktoś inny przejmie opowieść i będzie kontrolować wyobraźnię naszą i naszych dzieci, dekretując tematy tabu i narzucając swoje prawa. Badanie granic tej wolności wewnętrznej jest dla mnie bardzo inspirujące i ciekawe.

I widownia się nie obraża?

W teatrze zawsze mamy widownię, która jest bardzo otwarta i świadoma tego po co przychodzi na nasze spektakle. Zaryzykowaliśmy z telewizją bo chcieliśmy trafić do widza masowego, przypadkowego i doświadczyliśmy tego, jak łatwo utracić kontrolę nad przekazem, zgubić kontakt z odbiorcą w medium, które lubi szybki komercyjny przekaz i wygładzony język. Znalezienie własnego języka filmowego i telewizyjnego to wyzwanie, nieuniknione, jeśli chcemy wyjść z niszy teatralnej i nie zadowalać się wyłącznie parodiowaniem cudzych narracji.

Chcieliście zaprosić do rozmowy masowego widza czy może  bardziej nim wstrząsnąć?

Cieszę się, że TVN wyemitował „Fabrykę Patriotów”, bo dla całej grupy to impuls rozwojowy, bardzo różny od doświadczenia teatralnego. Przełożenie na kamerę szaleństwa i dezynwoltury wyobraźni scenicznej Burdelu domaga się ogromnej precyzji i autorskiego podejścia, jak każda estetyka, która igra z kiczem. Polityka, popkultura i telewizja karmi nas ckliwością, sentymentalizmem, które przełamujemy wprowadzając do akcji adoptowaną ośmiorniczkę, transseksualnego ministra obrony narodowej czy lalkę martwego płodu. W epoce populizmu i postprawdy wszyscy powinniśmy mieć równe prawo do kiczu i przesady. Inaczej będziemy żyć w bezradnej wobec popkultury bańce kultury wysokiej.

Którą należy przebić?

Żyjemy w społeczeństwie cyfrowym, które komunikuje się coraz agresywniej. Interesuje mnie takie przetworzenie tej agresji, żeby poprzez przerysowanie, muzyczność, estetykę queer rozładować napięcie, pokazać ją w ludzkim wymiarze namiętności, niezaspokojenia, śmieszności i klaunady. Pozytywny aspekt karnawału wolności po 1989 roku nie został wykorzystany w popkulturze, teraz obserwujemy nagromadzenie nie rozładowanych negatywnych emocji, które szukają swojego „święta”.

A dokąd  Pan teraz zmierza ?

Szukam balansu między moimi indywidualnymi pomysłami a dowodzeniem grupie teatralnej. Po prawie 6 latach rozumiemy się z aktorami doskonale ale z drugiej strony każda osobowość szuka indywidualnego języka i stylu. Nie można reprezentować grupy jeśli nie ma się dobrego kontaktu ze sobą – chciałbym wziąć oddech od gazetowego nasłuchiwania teraźniejszości i zobaczyć Warszawę oczami Tadeusza Konwickiego, który będzie inspiracją dla wakacyjnego spektaklu w Teatrze Studio. Wcześniej w Teatrze Syrena wyreżyseruję napisany przez Maxa Łubieńskiego musical o Józefie Bemie. Chcemy zaproponować widzom serię spektakli biograficznych w ramach cyklu 100 wskrzeszeń na stulecie Polski.

A tych widzów jest całkiem dużo?

Mamy wciąż nowych widzów i wiernych fanów, którzy śledzą kolejne odsłony i towarzyszą zmianom konwencji spektakli, czego przykładem są właśnie „Duchy”. Czujemy, że widz teatralny chce się rozwijać, chce z nami iść dalej, jest gotowy na nowy pomysły i bardzo nam kibicuje. W DNA Pożaru w burdelu wpisana jest zmiana, ryzyko, ciągła wędrówka, poszukiwanie.

W Duchach napięć jest mniej, za to więcej jest konkretnych ludzkich historii.

Zamiast współczesnych postaci zgromadziłem na scenie elitę dwudziestolecia międzywojennego z Piłsudskim i Dmowskim na czele. W konstruowaniu scenariusza pomógł mi Michał Kmiecik, który wniósł do pracy świeżość i energię, potrzebną by ożywić postaci nietuzinkowe i skomplikowane. Połączenie offowego żywiołu „Pożaru w burdelu” z solidną dokumentacją biograficzną daje ciekawy efekt nowoczesnego teatru muzycznego, który zawsze nas kręcił. Historia opowiedziana przez musical, taniec, piosenki – znakomicie rozładowuje napięcie związane z najbardziej traumatyczną przeszłością zwłaszcza w 100-lecie niepodległości. Mamy ambicje by wskrzesić 100 różnych historii, losów ludzkich, polskich bohaterów, antybohaterów, patriotów, antypatriotów, renegatów i wyklętych w ramach programu 100 wskrzeszeń na stulecie Polski.

Duchy to swoisty koktajl postaci, widzimy m.in.Tadeusza Boya-Żeleńskiego, Arnolda Szyfmana nota bene założyciela Teatru Polskiego, Józefa Piłsudskiego, Witkacego i długo by wymieniać. Chyba trzeba być dobrze wygimnastykowanym intelektualnie, by stworzyć tak barwną historię.

„Duchy” to zalążek wielkiego musicalu o polskim spirytyzmie, być może w przyszłości uda mi się jeszcze do niego wrócić, bo to naprawdę ciekawy i inspirujący temat. Dużo zawdzięczam aktorom, którzy z międzywojennych postaci stworzyli soczyste, pełnokrwiste indywidualności i wspaniałej wyobraźni scenograficznej i kostiumowej Oli Wasilkowskiej.

Fot. Katarzyna Chmura-Cegiełkowska

Fot. Katarzyna Chmura-Cegiełkowska

Zaczynaliście grać w różnych miejscach, była Chłodna, Teatr Warsawy, teraz  Teatr Polski. Każde miejsce wymusza na was inny rodzaj energii?

Nie mamy stałej siedziby a każde miejsce w którym tworzymy ma swoją specyfikę. W Teatrze Polskim robimy spektakl po raz czwarty i bardzo cieszymy się z tego, że możemy wykorzystać możliwości techniczne dużej sceny i magię teatralną stworzoną przez założyciela teatru – Arnolda Szyfmana.

Czyli nie musiał Pan długo prosić pana Andrzeja Seweryna o gościnę?

Andrzej Seweryn zobaczył nasze pierwsze spektakle na Chłodnej i od razu zaproponował nam współpracę. To wspaniały artysta, aktor i dyrektor obdarzony świetną intuicją. Praca w Teatrze Polskim to zawsze wielka przygoda i otwarcie wyobraźni.

Otwórzcie wyobraźnię, to słowa które często pojawiają się podczas Pana pracy z aktorami?

Każdy spektakl jest podróżą w nieznane. Budzi lęki, wątpliowści, ale to dobrze, bo czujemy, że coś przekraczamy. Wyobraźnia aktorów wnosi dużo do spektaklu, często przekraczając ramy scenariusza.

Czy czuje Pan odpowiedzialność za swoje spektakle?

Im dłużej się zajmuję teatrem tym większą odpowiedzialność odczuwam, co może  w pewien sposób krępować wyobraźnię. Gdy zaczynaliśmy grać, więcej było zabawy niż przemyślanego komunikatu. W tej chwili po „Duchach” i „Fabryce Patriotów” wiem, że łatwość posługiwania się słowem, piosenką, skojarzeniem – zobowiązuje do pełnej świadomości.  Pracujemy w warunkach ryzyka, prowokujemy, przekraczamy granice tabu i ważne by każdy z nas miał świadomość, w co wchodzimy i jakie mogą być tego konsekwencje. Czasem wolałbym wrócić do czasów beztroski i grania dla znajomych, którzy wszystko wybaczą, ale otwieranie się na nowe obszary rozbudowuje również odpowiedzialność i uczy. Żyjemy w czasach gdy słowa mogą być balsamem, ale mogą być też bronią.

A myślał Pan, że to spojrzenie na świat tak bardzo się spodoba różnym środowiskom, że posypią się nagrody, uznanie, splendor?

Uznanie ludzi pomaga w regeneracji i zebraniu sił do dalszej walki. Żyjemy w czasach chaotycznej, szybkiej komunikacji. Trzeba wykuwać własny język i wsłuchiwać się w intuicję. To wyczerpujące, ale i fascynujące – wieczna nauka, porażki, sukcesy, oparzenia, wnioski – ten cykl nigdy się nie kończy. „Pożar w burdelu” ma w nazwie zmienność, żar i nieobliczalność. Uwalniamy to co drzemie  głęboko w każdym z nas, zaglądamy w kulisy, podglądamy bezwstydnie rzeczywistość, odkrywamy jej piękno, śmieszność, ale także niepokój, brzydotę, zło.

Zabrzmiało groźnie. Jak sobie radzić z niepokojem?

Cierpliwie pracować nad swoją ideą i ubierać ją w formę, ucząc się od najlepszych. Rozwój pomimo różnych presji jest fascynujący ale czasem warto złapać dystans i poszukać inspiracji poza bieżącym medialnym pożarem.

no coments
Share
No post